Prywatyzacja Górnika Zabrze miała być jednym z najważniejszych procesów ostatnich lat w historii miasta i klubu. Tymczasem zamiast jasnych komunikatów i spójnej narracji, Zabrze obserwuje informacyjny chaos. W zabrzańskich grupach facebook’owych trwa przerzucanie się odpowiedzialnością, wzajemne oskarżenia i manipulacje, a mieszkańcy oraz kibice coraz częściej zadają sobie jedno, fundamentalne pytanie: kto faktycznie odpowiada w zabrzańskim ratuszu za prywatyzację Górnika Zabrze?
Facebookowe wojny i rozmywanie odpowiedzialności
Wystarczy zajrzeć do lokalnych grup w mediach społecznościowych, by zobaczyć skalę problemu. Jedni przekonują, że winni są konkretni wiceprezydenci, upatrując w procesie prywatyzacji polityczną wojnę. Inni, że to inwestorzy „grają na czas”. Jeszcze inni próbują zrzucać odpowiedzialność na urzędników drugiego czy trzeciego szczebla oraz zespół ds. prywatyzacji. Pojawiają się półprawdy, wyciągane z kontekstu cytaty i narracje, które – zamiast wyjaśniać – tylko pogłębiają dezorientację.
Ten szum informacyjny sprawia, że coraz trudniej oddzielić fakty od politycznej propagandy. A w tle cały czas jest Górnik Zabrze – klub z ogromną historią, który dla wielu mieszkańców jest czymś znacznie więcej niż tylko spółką do sprzedania.
Optymizm ratusza kontra zimny prysznic od Podolskiego
Zaledwie kilka dni po styczniowej sesji Rady Miasta, na której prezydent Zabrza przekonywał, że luty jest realnym terminem prywatyzacji Górnika, w sieci dosłownie zawrzało. Wszystko za sprawą Lukasa Podolskiego – ikony klubu i jednego z kluczowych inwestorów.
Na portalu X (dawniej Twitter) mistrz świata z 2014 roku nie pozostawił złudzeń co do swojego spojrzenia na przebieg negocjacji:
„Po kolejnym spotkaniu negocjacyjnym mam znowu wrażenie, że to zmierza donikąd. Bardzo bym chciał, żeby termin lutowy był realny, ale wątpię”.
To wypowiedź, która w brutalny sposób zderza się z narracją płynącą z magistratu. Podolski, aktywnie uczestniczący w rozmowach prywatyzacyjnych, wprost podważa sens mówienia o „lutowym cudzie” i sugeruje impas.
Dwie narracje, jedno miasto
Z jednej strony mamy Urząd Miejski w Zabrzu, który komunikuje, że rozmowy są zaawansowane, spotkania odbywają się regularnie, a projekt uchwały prywatyzacyjnej może trafić pod obrady jeszcze w drugiej połowie lutego. Z drugiej – stronę inwestorską, reprezentowaną przez Podolskiego, która mówi o braku realnych postępów i procesie zmierzającym donikąd.
Ten dysonans informacyjny rodzi kolejne pytania. Czy problemy mają charakter prawno-finansowy? Czy to element twardej gry negocjacyjnej? A może problem leży w samym sposobie prowadzenia procesu przez miasto?
Prezydent bierze odpowiedzialność. Przynajmniej w teorii
W całej tej dyskusji warto przypomnieć słowa o szansach i zagrożeniach prywatyzacji Górnika, które padły pod koniec zeszłego roku na antenie Radia Piekary, gdzie całą rozmowę można odsłuchać TUTAJ, a po 12 minucie jej trwania prezydent Zabrza powiedział wprost:
– Za prywatyzację odpowiadam od początku mojego urzędowania przede wszystkim ja. Oczywiście korzystamy, uczestniczymy w tym, będziemy uczestniczyć w tym w pełnym kierownictwie, dotychczas w miarę poszerzania się, przede wszystkim rola skarbnika jest ważna, żeby zanalizować te uwarunkowania finansowe, ale generalnie biorę na siebie odpowiedzialność za doprowadzenie tego procesu do końca – wyjaśniał w Radiu Piekary Kamil Żbikowski.
To jedno z niewielu tak jednoznacznych stwierdzeń w całej historii prywatyzacji Górnika. C Prezydent jasno wskazał, że to on ponosi polityczną i decyzyjną odpowiedzialność za ten proces. Tym bardziej zaskakujące jest dziś obserwowanie, jak w przestrzeni publicznej odpowiedzialność ta bywa rozmywana, a winni poszukiwani są wszędzie – tylko nie na samym szczycie.
I jest w tym dużo prawdy, ponieważ na podstawie art. 31 ustawy o samorządzie gminnym, to prezydent kieruje urzędem i bieżącymi sprawami gminy.
Co dalej z prywatyzacją Górnika Zabrze?
Sceptycyzm Podolskiego to sygnał alarmowy nie tylko dla kibiców, ale też dla radnych miejskich, którzy ostatecznie będą musieli podnieść rękę za lub przeciw uchwale prywatyzacyjnej. Trudno oczekiwać spokojnej atmosfery, jeśli kluczowy inwestor publicznie podważa sens harmonogramu przedstawianego przez władze miasta.
Jedno jest pewne: prywatyzacja Górnika Zabrze wciąż stoi pod dużym znakiem zapytania. A dopóki zabrzański ratusz nie zacznie mówić jednym, spójnym głosem i jasno komunikować, kto i za co odpowiada, facebookowe manipulacje i przerzucanie się winą będą tylko narastać. I to nie jest droga, która prowadzi do bezpiecznego finału – ani dla miasta, ani dla Górnika.
Subskrybuj nasz kanał na Youtube 