Nowa maszyna kosztuje tyle co przyzwoite auto, a na koncie firmy leży połowa tej kwoty. Wtedy wraca pytanie, które prędzej czy później słyszy każdy przedsiębiorca: kredyt czy leasing?
Odpowiedź nie brzmi „leasing jest tańszy” ani „kredyt jest bezpieczniejszy”. Zależy od tego, co kupujesz, na ile lat i czy ten sprzęt ma zostać w firmie na dłużej. Różnic jest kilka i to one przesądzają o wyborze.
Kto jest właścicielem sprzętu
Przy kredycie kupujesz od razu na siebie. Maszyna, auto dostawcze czy sprzęt do gabinetu wchodzą do majątku firmy w dniu zakupu, a bankowi zostaje dług i zwykle jakieś zabezpieczenie. Przy leasingu jest odwrotnie: przedmiot przez cały czas trwania umowy należy do finansującego, a ty go używasz i płacisz raty.
Z tej jednej różnicy wynika reszta. Skoro sprzęt należy do firmy leasingowej, to on sam jest zabezpieczeniem umowy. Bank przy kredycie inwestycyjnym musi zabezpieczyć się inaczej, i to on ma ustawowy obowiązek zbadać zdolność kredytową przed podpisaniem umowy (art. 70 Prawa bankowego). Dlatego młoda firma bez pełnego roku rozliczeń czasem szybciej dogada się z leasingiem niż z bankiem. Czasem, bo decyzja i tak zapada indywidualnie i nikt jej z góry nie obiecuje.
Samą umowę leasingu reguluje kodeks cywilny (art. 709(1) i następne). To nie jest kredyt w rozumieniu prawa bankowego. Nie mieszaj tych pojęć, bo różnią się nie tylko podatkami, ale i tym, co zostaje po ostatniej racie.
Podatki: tu obie drogi się rozjeżdżają
Zasada w skrócie: przy leasingu operacyjnym kosztem jest cała rata, przy kredycie tylko odsetki i prowizja.
Przy leasingu operacyjnym przedmiot amortyzuje finansujący, a ty wrzucasz w koszty ratę i opłatę wstępną. Sposób rozliczenia samej opłaty wstępnej w czasie bywa różnie interpretowany, więc to jedna z pierwszych rzeczy do dopytania księgowej. VAT dolicza się do każdej raty, więc rozkłada się w czasie. Żeby umowa w ogóle liczyła się jako operacyjna, musi być zawarta na czas oznaczony wynoszący co najmniej 40 procent normatywnego okresu amortyzacji danej rzeczy ruchomej, a suma opłat ma odpowiadać co najmniej wartości początkowej przedmiotu (art. 17b ust. 1 ustawy o CIT, art. 23b ust. 1 ustawy o PIT). Krótsza umowa tej kwalifikacji nie dostanie.
Przy leasingu finansowym to ty wpisujesz przedmiot do środków trwałych i sam go amortyzujesz. Kosztem jest wtedy odsetkowa część raty plus odpisy amortyzacyjne, a VAT od całej wartości płacisz z góry, przy wydaniu przedmiotu. Dla firmy z napiętą gotówką to bywa różnica nie do przeskoczenia w pierwszym miesiącu.
Przy kredycie sprzęt od razu jest twoim środkiem trwałym, więc amortyzujesz go według stawek z wykazu. Rata kapitałowa nie jest kosztem, kosztem są odsetki i prowizja. To zwykle mniejsza tarcza podatkowa niż przy leasingu operacyjnym, ale w zamian po spłacie zostaje ci rzecz, która nadal ma wartość.
Osobna sprawa to samochody osobowe. Ustawodawca ogranicza tu wysokość kosztów, jakie da się rozliczyć, a limity były w ostatnich latach zmieniane. Konkretną kwotę sprawdź w aktualnym brzmieniu ustaw o PIT i CIT albo u swojej księgowej, zanim policzysz opłacalność, bo to właśnie te limity potrafią wywrócić cały rachunek.
Kiedy leasing wypada lepiej, a kiedy kredyt
Leasing sprawdza się przy rzeczach, które się zużywają i wymienia się je co kilka lat. Kredyt lepiej pasuje do tego, co ma zostać w firmie na dłużej.
Leasing zwykle wypada lepiej przy autach dostawczych, maszynach, sprzęcie IT i wszystkim, co po trzech czy czterech latach i tak pójdzie na wymianę. Wchodzi też tam, gdzie firma nie chce wyjmować gotówki z obrotu, bo wkład własny bywa niższy niż przy kredycie inwestycyjnym. Kredyt ma przewagę wtedy, gdy przedmiot jest nietypowy albo używany i żaden finansujący go nie weźmie, gdy chcesz mieć własność od pierwszego dnia, albo gdy pieniądze są ci potrzebne nie na konkretną rzecz, tylko na bieżące działanie firmy. Tego drugiego leasing nie załatwi, bo finansuje przedmiot, nie płynność.
Jeśli nie masz z kim tego przeliczyć, takie zestawienie robią pośrednicy kredytowi, zwykle w ramach bezpłatnej konsultacji i zdalnie, więc bez jeżdżenia po oddziałach. W praktyce wygląda to tak, że leasing dla firm i kredyt inwestycyjny wycenia się obok siebie, na tych samych danych z twojej firmy. Dopiero wtedy widać, która rata realnie mniej obciąża miesiąc, a przy okazji, czy różnica jest w ogóle warta zmiany planów.
Zanim podpiszesz umowę
Rata to nie wszystko. Przy leasingu policz całość: opłatę wstępną, wszystkie raty i kwotę wykupu. Niska rata z wysokim wykupem na końcu potrafi wyjść drożej niż oferta, która na pierwszy rzut oka wydawała się gorsza.
Sprawdź też zapisy, o których łatwo zapomnieć w dniu podpisywania. Kto wybiera ubezpieczenie i czy składka wchodzi do raty. Co się dzieje, jeśli zechcesz zakończyć umowę wcześniej albo oddać przedmiot przed czasem. No i w jakim stanie sprzęt trzeba zwrócić, gdy rezygnujesz z wykupu, bo to potrafi wygenerować dopłatę na sam koniec.
Jeszcze jedna rzecz, łatwa do przeoczenia. Kredyt firmowy nie jest kredytem konsumenckim, więc ochrona z ustawy o kredycie konsumenckim, w tym zasady rozliczenia prowizji przy wcześniejszej spłacie, tu po prostu nie działa. Liczy się to, co stoi w umowie z bankiem. Przeczytaj więc zapisy o wcześniejszej spłacie, zanim złożysz podpis, a nie wtedy, gdy pojawi się nadwyżka na koncie.
Najczęstsze pytania
Czy leasing obniża zdolność kredytową firmy?
Tak, bo to zobowiązanie jak każde inne. Bank, licząc zdolność, bierze pod uwagę także raty leasingowe, więc kilka umów naraz zawęża pole manewru przy kolejnym finansowaniu. Jeśli planujesz w tym samym roku i sprzęt, i kredyt obrotowy, ustaw kolejność świadomie.
Czy firma z zaległościami w ZUS i US dostanie leasing?
Automatu nie ma. Część finansujących patrzy na zaległości łagodniej niż banki, bo zabezpieczeniem jest sam przedmiot, ale zaległości potrafią przesądzić o odmowie. Zanim złożysz kolejny wniosek, sprawdź stan zobowiązań w urzędach, bo to zwykle ta pozycja rozstrzyga.
