Wokół rekultywowanego składowiska odpadów komunalnych przy ul. Cmentarnej w Zabrzu, zarządzanego przez miejską spółkę MOSiR Zabrze, robi się coraz goręcej. Po tym, jak niezależne śledztwo dziennikarskie odsłoniło porażające kulisy funkcjonowania tego obiektu, opinia publiczna zadaje jedno fundamentalne pytanie: dlaczego składowisko odpadów po wykryciu przez dziennikarzy Zabrze24.info, WZabrzu.info i Nowin Zabrzańskich odpadów medycznych wciąż nie jest zamknięte i odpowiednio chronione przed dalszymi pracami?
Zamiast natychmiastowego otoczenia terenu kordonem służb i pełnego zabezpieczenia potencjalnej bomby ekologicznej, na hałdzie przez kolejne dni tętniło życie, a ciężki sprzęt nie przestawał pracować.
Ciężarówki wjeżdżały na składowisko jeszcze w czwartek
Z najświeższych informacji pozyskanych przez reportera portalu Zabrze24.info wynika, że procedury wstrzymania ruchu na terenie obiektu trwały rażąco długo. Jeszcze w miniony czwartek, 2 lipca, na teren składowiska swobodnie wjeżdżały kolejne ciężarówki. Na szczęście – jak potwierdzono – transportowały one odpady takie jak m.in. gruz i czysta ziemia, czyli materiały, które formalnie dopuszcza oficjalne zezwolenie Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego na proces rekultywacji.
Problem polega jednak na tym, że wwożenie jakichkolwiek kolejnych warstw na hałdę w momencie, gdy pod ziemią znajdują się niebezpieczne materiały zakaźne, rodzi uzasadnione obawy o celowe bądź przypadkowe zacieranie śladów. Dopiero dziś, jak sprawdził nasz reporter, prace związane ze zwożeniem, zasypywaniem i utwardzaniem hałdy na tym zamkniętym teoretycznie składowisku zostały definitywnie wstrzymane. Dlaczego zwlekano z tym aż do teraz?
Media ujawniają prawdę, MOSiR żąda „współrzędnych dziury w ziemi”
Cała sprawa ujrzała światło dzienne dzięki zdeterminowanej postawie lokalnych mediów. Dziennikarze redakcji Zabrze24.info, WZabrzu.info oraz Nowin Zabrzańskich, alarmowani przez mieszkańców o duszącym, chemicznym odorze, przeprowadzili wizję lokalną. Wystarczyło kilka ruchów łopatą na szczycie kilkusetmetrowej hałdy, by spod ziemi wyłonił się przerażający widok: zużyte igły, strzykawki, ampułki po lekach oraz zmieszane odpady komunalne.
Jak szczegółowo opisuje artykuł na portalu , reakcja zarządzającej obiektem prezes MOSiR Zabrze, Sylwii Rudek-Matuszczak, zszokowała opinię publiczną. Zamiast natychmiastowej reakcji, do redakcji trafiło oficjalne pisma, które dziennikarze wprost oceniają jako próbę uciszania mediów i wywołania tzw. efektu mrożącego. Co więcej, prezes MOSiR zaczęła domagać się od reporterów podania dokładnej lokalizacji i współrzędnych miejsca, w którym dokopano się do medycznych medykamentów. W obliczu faktu, że gigantyczna hałda ma kilkaset metrów powierzchni, a ciężki sprzęt codziennie przesuwał i wyrównywał tam zwożone masy, żądanie to uznano za kuriozalne unikanie odpowiedzialności przez miejską spółkę.
Kamery TVP3 Katowice potwierdzają: Odpady medyczne zamiast gruzu
Próby bagatelizowania problemu czy zrzucania winy na „satyrę dziennikarską” legły w gruzach po tym, jak na miejsce wkroczyły ogólnopolskie i regionalne media. Wstrząsający materiał przygotowała ekipa , której dziennikarze podczas niezapowiedzianej wizji lokalnej również bez trudu zastali na miejscu mnóstwo nielegalnie zdeponowanych odpadów medycznych.
Kamery telewizyjne pokazały czarno na białym to, przed czym ostrzegały lokalne portale: na terenie, gdzie zgodnie z prawem ma znajdować się wyłącznie czysty gruz i ziemia kompostowa, zalegają niebezpieczne odpady medyczne, które bezwzględnie powinny trafiać do termicznej utylizacji w specjalistycznych spalarniach.
Prezydent reaguje, ale pytania o brak blokady składowiska pozostają
Na medialne doniesienia stanowczo zareagował prezydent Zabrza, Kamil Żbikowski, deklarując wprost: „Zabrze nie jest i nie będzie śmietnikiem”. Odciął się od działań zarządu MOSiR-u i nakazał niezwłoczne powiadomienie prokuratury, policji oraz Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ) w Katowicach w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa.
Mimo tak ostrych deklaracji ze strony magistratu, wciąż otwarte pozostaje kluczowe pytanie z zakresu bezpieczeństwa ekologicznego: dlaczego przez tyle dni od publikacji pierwszych materiałów składowisko nie zostało całkowicie zamknięte dla jakichkolwiek pojazdów i objęte ścisłą ochroną? Dopuszczenie do sytuacji, w której jeszcze w czwartek 2 lipca na hałdę wjeżdżał ciężki sprzęt z kolejnymi tonami materiału (nawet tego w teorii legalnego), budzi ogromny niepokój mieszkańców. Dopiero dzisiejsza decyzja o pełnym zamrożeniu prac daje nadzieję na rzetelne zbadanie sprawy przez powołane do tego służby i prokuraturę.
Do tematu tej ekologicznej bomby w Zabrzu oraz personalnych konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za nadzór nad ul. Cmentarną będziemy wracać na bieżąco.
