fbpx
INFORMACJE SPORT

Co tak naprawdę dzieje się w Górniku Zabrze? Wywiad z Konradem Kołakowskim

Praktycznie każdy dzień przynosi negatywne informacje z ekipy Górnika Zabrze. Jak nie niezadowolenie kibiców, to rezygnacja czołowych postaci klubu, dyrektora sportowego, a zaraz potem samego prezesa. Do tego dochodzą informacje o problemach finansowych czy zastrzeżeniach ze strony PZPN. Co tam się dzieje? Opowiada Konrad Kołakowski, do końca listopada rzecznik zabrzańskiego klubu.

– Ta sytuacja obrazuje tę wieloletnią propagandę sukcesu, która rozpada się na naszych oczach. Jak przed laty w Związku Radzieckim, który okazał się kolosem na glinianych nogach – biednym, zacofanym krajem, zarządzanym twardą ręką, z którego wszyscy chcą uciec.

Aż tak?

– Tak. Kolosem na glinianych nogach jest ta fałszywa propaganda sukcesu, malowanie trawy na zielono, boty, fejkowe konta, przymuszanie pracowników urzędu i miejskich instytucji do pisania pochlebnych dla miasta i prezydent komentarzy. Cała ta otoczka, która sprawia, że za wszelką cenę maskuje się problemy, zamiast je rozwiązywać. I wmawia się wszem i wobec, że jest przepięknie.

To ta otoczka medialna. Ale powiedz, co dzieje się od środka w spółce Górnik Zabrze, że co chwila wypływa stamtąd jakieś szambo? Czemu ludzie stamtąd uciekają? Chodzi o pieniądze?

– Nie, na pewno to nie kwestia kasy, zresztą mi osobiście klub nigdy nie zalegał z wypłatami. Zaległości dla piłkarzy są, przez co zawodników prawie nie widać w ostatnich akcjach marketingowych. To też wyraz ich sprzeciwu, walki o swoje. Ale gdyby zarząd uczciwie przedstawiał sytuację, że jest problem, ale są w perspektywie określonego czasu rozwiązania, by go zażegnać, to sytuacja wyglądałaby inaczej. A tak zawodnicy mówią, że wielokrotnie o czymś byli zapewniani, co potem mijało się z prawdą, miały być pieniądze, nie było ich, potem przyszła część i tak dalej.

Ale z czego te problemy wynikają? Przecież jest budżet, planowane wpływy i wydatki. Ktoś nie płaci?

– Jako rzecznik nie miałem wglądu w dokumenty finansowe, ale jest pewna wiedza ogólna, którą mają wszyscy zainteresowani – niejasne rozliczenia ze spółką Stadion, imprezy miejskie, do których klub musi dopłacać, niewykorzystanie obiektu. Ta spółka od przejęcia przez samorząd jest deficytowa.

Ale przecież co kilka lat jest wielka akcja – oddłużanie Górnika, dofinansowanie, emisje obligacji, zapewnienia, że teraz to już klub startuje z czystym kontem i wyjdzie na prostą. Po czym historia znowu się powtarza.

– Finansowanie ze strony samorządu nie sprawdza się w wielu miastach. Bo to pieniądze miejskie, czyli nas wszystkich, wydaje się, że można je łatwo przepuszczać…

Takie poczucie jest chyba w Górniku. Jak zabraknie, miasto dopłaci.

– Tak, trochę tak. A do tego klub wplątany jest w politykę i na szczeblu lokalnym i krajowym, są umowy sponsorskie, z firmami państwowymi, narzucane przez podmioty polityczne. Przez to o finansach klubu nie decyduje rynek. Nie potrafię powiedzieć, jak to się dzieje, że w końcu tych pieniędzy zawsze brakuje. Pewnie gdybym to wiedział i znał rozwiązanie, mógłbym startować w konkursie na prezesa Górnika. (śmiech) Wielu prezesów w ostatnich latach podkreślało, że dla klubu może lepiej byłoby kilka lat temu upaść i zacząć od nowa. Nawet najbardziej zagorzali kibice o tym mówili. Ale teraz na takie rozwiązanie jest już za późno. Gdybyśmy spadli kilka poziomów niżej, moglibyśmy się już nie podźwignąć.

A tak naprawdę, to kto rządzi w Górniku?

– Prezydent miasta Zabrze.

Nie prezes, ani Rada Nadzorcza?

– Nie, tylko prezydent. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Do tego ma w spółce swoich zaufanych ludzi. Inną sprawą jest, czy wyniki pracy tych osób się bronią. W mojej ocenie – absolutnie nie.

Po drugiej stronie – jest możliwość prywatyzacji klubu. Ale wtedy pojawiają się negatywne przykłady z niedalekiej historii – panowie Koźmińscy, którzy też przychodzili po pieniądze do miasta albo Allianz, ubezpieczeniowy gigant, który wyłożył się na kryzysie finansowym w 2008 roku i w końcu odszedł z klubu.

– Oczywiście to jest ryzyko przy oddaniu klubu w prywatne ręce. Na zdrowy rozum – nikt też nie zakwestionuje, że miasto uratowało Górnika po odejściu Allianza. Ale to było 11 lat temu! Od tego czasu klub spadł, z roku na rok zwiększa dług, jest stagnacja, często walczy o utrzymanie. Co jakiś czas wyjdzie jakiś transfer, ale to raczej przypadek niż systemowe działanie. W klubie dominuje marazm, nikt nie chce się wychylać. Nie ma silnych, realnych działań. Nie ma nawet wykorzystania klubowej legendy, do dziś nie powstało klubowe muzeum. Obiekt nie jest w pełni wykorzystany. Część pomieszczeń stadionu, w północnej trybunie, jest pusta. Wyprowadziła się nawet kancelaria prawna, która obsługuje klub. Nikt już nie pamięta o kilku cało stadionowych koncertach rocznie, które były zapisane w biznesplanie. Czasem mam wrażenie, że wiele problemów Górnika, ale i tego miasta i jego instytucji, wynika z buty rządzących, którzy uwierzyli, że wszystko im wolno i wszystko uchodzi im płazem. Ile razy słyszałem w klubie: nie takie rzeczy się robiło. Górnik to duma, ale władza wykrzywia to w sposób paradoksalny – jakby sama szansa pracy dla tego klubu była takim zaszczytem, że nie liczą się warunki, atmosfera, wypłaty, nic. Zobacz, ile osób, które kochają to miasto, ten klub, z niego odeszło, bo mieli własne zdanie, inny pomysł i nie chcieli kopać się z koniem. Nie wiem, jak inni, ale ja odszedłem dlatego, że tam nie dało się już wytrzymać, tak normalnie, po ludzku. Tam się ludzi wystawia, szkaluje, obraża, grozi im. Po moim odejściu prezes publicznie powiedział, że jak ludzie nie chcą pracować, to on nie będzie ich zmuszał. Myślałem, że mnie trafi… W Górniku pracuje tak mało osób, że choć formalnie byłem rzecznikiem, robiłem mnóstwo innych rzeczy, malowałem, sprzątałem, naprawiałem, wszystko co trzeba było, często do godzin nocnych. Ale nie miałem wtedy o to pretensji, była robota, trzeba ją było zrobić. Ale po tym jak człowiek się naharował… I na koniec takie słowa…

Porozmawiajmy jeszcze o Lukasie Podolskim, wciąż niewykorzystanym hicie piłkarskim i marketingowym. Pamiętam jego przyjście do Górnika i rozmowę z jednym z miejskich notabli. Gratulowałem tego ruchu, a on na to, że się nie cieszy, bo jeśli zawodnik będzie grał fatalnie – będą wieszać na nich psy, a jeśli dobrze – obrośnie w piórka i będzie chciał wprowadzać swoje porządki.

– To pokazuje klimat w tym mieście. Władza w Zabrzu nie toleruje osób niezależnych. Niedawno w sportowej prasie czytałem, że Podolski szybko przestał być na rękę władzom miasta, bo nie stał się kolejną pacynką prezydent, z którą ta robi sobie zdjęcia. Postawił warunki – jestem Lukas Podolski i sam decyduję, co robię, z kim chcę być na zdjęciu. To nie mogło się spodobać w ratuszu. A przecież przyjście Podolskiego to było wydarzenie w skali niespotykanej. 12 tysięcy ludzi na powitaniu, mistrz świata, ikona, zainteresowanie mediów z całego świata. A my do dziś tego nie wykorzystujemy, bo Lukas nie chce być króliczkiem. Przez to stał się niepisanym wrogiem, na każdym kroku to widać. Gdyby miasto postawiło w klubie na ludzi kompetentnych, oddanych sprawie i pozwoliło im szukać rozwiązań, myślę, że to by się już dawno udało. Ale Górnik to maszynka do robienia propagandy. A przy okazji – do przepuszczania kasy. Żadna inna spółka nie przepuszcza tak szybko takich dużych sum.

Jak z perspektywy oceniasz swoją pracę w Górniku?

Od zawsze marzyłem o pracy w Górniku. Przyszedłem tam jako specjalista do spraw marketingu, a po 3 miesiącach zostałem rzecznikiem i kierownikiem działu. Teraz powiedziałbym – nigdy! Teraz z perspektywy czasu wiem, że ten awans był za szybki. Za mało umiałem i wiedziałem, żeby sobie dobrze poradzić. Ten pierwszy okres był bardzo trudny. Ale wtedy myślałem – super! Choć ludzie, którzy pracowali tam długo, krzywo na to patrzyli. Tak naprawdę z Bartkiem Perkiem ciągnęliśmy marketing i klubowe media długi czas we dwójkę, wypruwaliśmy flaki, siedzieliśmy do nocy. Potem zatrudniono nowych ludzi, zaczęło być trochę łatwiej. Szybko musiałem się nauczyć nowej roli i realiów, w jakich się działało. Na początku było dużo błędów z mojej strony, potem systematycznie mniej, bo po prostu się rozwijałem. Dziś wiem, że nabrałem odpowiedniego doświadczenia i teraz mógłbym być rzecznikiem prasowym, ale ta nauka wymagała czasu i poświęcenia. Nigdy tego nie doceniono, nigdy nie podziękowano nam za zaangażowanie, a wprost przeciwnie. Na koniec zmanipulowano nas, mi zarzucono, że wynosiłem informacje do Torcidy. Po raz kolejny z tego walącego się klubu, z jego zakłamaniem, konfliktami, hipokryzją, brakiem pieniędzy odeszły osoby, które całym sercem są za klubem, na podstawie fałszywych zarzutów. I jeszcze miano do mnie pretensje, że powiedziałem dziennikarzom o złożeniu wypowiedzenia. Poczułem się jak w sekcie, wśród ludzi, którzy dla utrzymania władzy zrobią wszystko.

Jakie, Twoim zdaniem, mogą być inne pomysły na Górnika?

– Pomysły na Górnika nie mogą być od nowych pomysłów na resztę miasta. Ta narracja – Zabrze – miasto sportu, kultury, medycyny, turystyki poprzemysłowej, nowoczesnych technologii… Jak się to słyszy, to myślisz, że Berlin czy Nowy Jork to przy nas pestka. A potem przyjeżdżasz tu i widzisz puste, brudne, śmierdzące miasto. A gdy chcesz to zmienić, przez obecną władzę jesteś traktowany jak wróg. Myślę, że coś może się zmienić po najbliższych wyborach samorządowych, bo taka sytuacja nie może trwać wiecznie, w końcu wszystko się zawali. Liczę, że dojdzie do zmiany władzy; są ludzie w mieście, którzy patrzą na sytuację realnie. Niedawno czytałem, jak Alina Nowak mówiła, że Górnika trzeba odpowiedzialnie sprywatyzować. To moim zdaniem dobra droga, ale trzeba to zrobić szybko, póki jest co ratować. Nadal mamy wielki atut – Lukasa Podolskiego, jeszcze mu Zabrze nie zmierzło, jeszcze nie uciekł. Spróbujmy dzięki niemu coś zmienić na korzyść dla tego klubu. To wciąż jest wielka szansa dla Górnika.

Podobne artykuły

Rozszczelnienie komina na Niedziałkowskiego i gaz na Tetmajera

redaktor

Krwawa bójka na Zandce. 15 latek dźgnął nożem 17 latka

redaktor

Wyprzedaż wojskowego sprzętu i odzieży w atrakcyjnych cenach!

redaktor

SKOMENTUJ

» translate page «