Wolny wstęp dla każdego, kamery monitorujące wyłącznie główną bramę i kompletny brak ochrony po godzinie 15:00 – tak w praktyce wygląda „zabezpieczenie” zamkniętego składowiska odpadów przy ulicy Cmentarnej w Zabrzu. Porażające kulisy funkcjonowania obiektu wyszły na jaw podczas lipcowej sesji Rady Miasta. To pokłosie głośnego śledztwa dziennikarzy Zabrze24.info, wZabrzu.info, Nowin Zabrzańskich oraz TVP3 Katowice, którzy bez trudu weszli na teren składowiska i ujawnili tam odpady medyczne.
Ujawnienie przez lokalne media potencjalnych, rażących nieprawidłowości na miejskim składowisku wywołało polityczne trzęsienie ziemi w Zabrzu. Poniedziałkowa sesja Rady Miasta zdominowana została przez pytania zszokowanych radnych, którzy domagali się wyjaśnień, jak zabezpieczony jest teren, na którym właśnie toczy się prokuratorskie śledztwo.
Tabliczka zamiast płotu. Po 15:00 wejdziesz jak do siebie
Najbardziej zdumiewające i konkretne informacje przekazała radnym prezes Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji (MOSiR), Sylwia Rudek-Matuszczak. Zapytana przez wiceprzewodniczącego Rady Miasta, Grzegorza Lubowieckiego, o kwestię zabezpieczenia dowodów przed ewentualnym zniszczeniem lub podpaleniem, prezes spółki rozbroiła zebranych szczerością.
Okazuje się, że na składowisku pracuje zaledwie trzech pracowników. Po godzinie 15:00 obiekt staje się całkowicie bezbronny.
– Nie mamy ochrony. Składowisko pracuje do godziny 15. Po tej godzinie nie ma już pracowników, nie mamy ochrony, która robiłaby obchody – przyznała otwarcie prezes MOSiR, Sylwia Rudek-Matuszczak.
Teren składowiska przy ul. Cmentarnej nie posiada żadnego ogrodzenia. Jedyną barierą chroniącą przed podrzucaniem nielegalnych odpadów czy zatarciem śladów jest… tabliczka z zakazem wstępu oraz wyrywkowy monitoring. Co gorsza, kamery rejestrują wyłącznie ruch przy głównym wjeździe (nagrania są przechowywane przez zaledwie trzy tygodnie), podczas gdy od strony lasu na składowisko może wejść każdy.
Miasto umywa ręce: „Nie ma procedur kontroli spółek”
Równie duże kontrowersje wywołało podejście władz Zabrza do nadzoru nad podległą spółką. Radna Lucyna Langer dopytywała, czy magistrat prowadził jakiekolwiek kontrole techniczne weryfikujące, czy odpady zwożone na rekultywację rzeczywiście zgadzały się z dokumentami.
Odpowiedź wiceprezydenta Leszka Kuli pokazała, że urzędnicy działali wyłącznie reaktywnie: „urząd takich kontroli nie prowadzi, reagujemy tylko na zgłoszenia”. Do dyskusji włączył się prezydent Zabrza, Kamil Żbikowski, który bronił takiego stanu rzeczy.
– Nie jest tak, że Urząd Miasta kontroluje wszystkie aspekty działalności tych spółek, bo dotychczas nie było powodu, żeby niepokoić się tym, w jaki sposób zarządza spółka – stwierdził prezydent Kamil Żbikowski.
Prezydent dodał, że sprawą zajmują się już odpowiednie organy. 7 lipca Prokuratura Rejonowa w Zabrzu wszczęła oficjalne śledztwo w sprawie gospodarowania odpadami z naruszeniem przepisów, a od 9 lipca na miejscu kontrolę prowadzi Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska (WIOŚ), która potrwa do 28 sierpnia. Zdaniem prezydenta dotychczasowe sygnały z WIOŚ są „bardziej optymistyczne”, sugerując, że na hałdę mogły trafić przypadkowe frakcje, a nie odpady wysoce niebezpieczne.
Śmierdzący problem i kompost, który gnije na upale
W trakcie sesji poruszono również niezwykle uciążliwy temat smrodu, na który od dawna skarżą się mieszkańcy. Radny Grzegorz Turek ujawnił, że w zeszłym roku wydano zgodę na zwożenie na składowisko odpadu o kodzie 19 05 03 – czyli kompostu niespełniającego wymagań.
Wiceprezydent Leszek Kula potwierdził te doniesienia, zaznaczając, że to legalny materiał używany do rekultywacji. Jednak radny Grzegorz Lubowiecki natychmiast ripostował, że niedokładnie przekompostowany materiał w połączeniu z letnimi upałami musi generować gigantyczny fetor odczuwalny w całym mieście.
Prezydent Żbikowski bagatelizował tezę, jakoby to składowisko było głównym winowajcą smrodu w Zabrzu, wskazując na inne zakłady przemysłowe, których hermetyzacja ma potrwać do 2028 roku.
Jako lokalni dziennikarze, musimy jednak mocno polemizować z tą wersją. Podczas naszej czerwcowej interwencji na usypanej hałdzie przy ul. Cmentarnej wykonaliśmy kilka przypadkowych odkopów łopatą. Za każdym razem z ziemi ulatniał się trudny do zniesienia fetor, do którego błyskawicznie zlatywały się chmary much. Zaprzeczanie, że to miejsce generuje odór, jest zaklinaniem rzeczywistości.
Wiceprezydent Ewa Weber poinformowała, że w 2025 roku Straż Miejska kontrolowała kwestię odoru 35 razy, a w 2026 roku już 30 razy. Mimo to, zdaniem wiceprezydenta Kuli, dopóki sprawą nie zajęły się media, nikt w urzędzie nie podejrzewał, że na miejskim składowisku dochodzi do dantejskich scen.
Będziemy na bieżąco monitorować przebieg prokuratorskiego śledztwa i kontrole WIOŚ. Sprawa składowiska przy Cmentarnej dopiero się rozpoczyna.
